piątek, 21 marca 2014

Rozdział 1

Docisnęłam walizkę, bo inaczej by się nie zapięła.  Nie posiadam wielu przedmiotów, ale ta walizka była dość mało pojemna.
- Pomóc ci? - spytała Loreyn.
- Nie dzięki, jakoś ją dopnę - odpowiedziałam przyjaciółce z ciepłym uśmiechem. Po czym usiadłam na walizce która leżała na moim łóżku. Rozejrzałam się po pokoju, spędziłam w nim 18 lat. Mam z tym miejscem tyle wspomnień. Niestety muszę je opuścić. Teraz sama będę zarabiać na swoje utrzymanie, co mnie jednocześnie cieszy jak i smuci. Opuszczę klasztor. Tak klasztor, jest tu wiele sierot w tym też ja. Białe mury tego budynku przypominają mi moje dzieciństwo. W sadzie wokół niego spędziłam najbardziej beztroskie chwile w moim życiu. Trudno.
- Halooo? Ziemia do Vanessy - powiedziała patrząc mi w twarz z lekkim uśmiechem. Czym wyrwała mnie z myśli. Zeskoczyłam z walizki leżącej na łóżku. Spojrzałam na nią i się przeciągnęłam.
- Gotowa ? - spytała
- Jak widać - spojrzałam na walizkę ze smutnym wyrazem twarzy.
- To chodź, idziemy już. - otworzyła drzwi, i chwyciła za drugą rączkę walizki. Idąc korytarzami klasztoru - specjalnie przedłużając - wspominałyśmy  wspólnie spędzone chwile. Praktycznie byłyśmy jak siostry. Przy korytarzu prowadzącym do drzwi Lorayn stanęła, oczywiście zrobiłam to samo.
- Ale będziesz nas odwiedzać? - spytała z słodką miną.
- No jasne - odpowiedziałam, żartobliwie przedrzeźniając jej wyraz twarzy. Po czym obie się lekko zaśmiałyśmy i dalej szłyśmy w kierunku wyjścia.
Przed klasztorem już stały moje jedne z najbliższych koleżanek czyli : Victoria, Kate oraz Taylor. Zauważyłam że Victoria była czymś podekscytowana co mnie za bardzo nie zdziwiło, ona nie umiała za bardzo ukryć uczuć. Oprócz moich znajomych przed budynkiem stał również Ksiądz Derek. A koło niego dwie zakonnice prowadzące sierociniec. Zauważyłam że Victoria była czymś podekscytowana, ona nie umiała ukrywać emocji. Żegnałam się z każdym po kolei zaczynając od moich opiekunów. Pod koniec podeszła do mnie Kate :
- Mamy dla ciebie prezent. Od wszystkich. Rozpakuj już na miejscu, ok? - powiedziała wystawiając w moją stronę starannie opakowane pudełko.
- Okej 
Odebrałam prezent i szłam w stronę trąbiącej taksówki. Mam dość słabe nerwy więc mnie to trochę zdenerwowało, spoko no za raz ja tu się żegnam co nie.
Moją małą walizkę położyłam na siedzeniu obok mnie. Jak już mówiłam - jest dość mała - więc bez trudu ją zmieściłam. Następnie podałam adres domu w którym miałam pracować jako pokojówka. Tak, właśnie pokojówka. Yhh. Marna robota, na początek to mi starczy.
Jadąc promienie słońca raziły mnie w oczy, co wcale mnie nie zniechęciło do oglądania pokaźnych rozmiarów domów. To jest ta dzielnica gdzie ci bogaci ludzie mieszkają. Mam nadzieje że nie trafie na jakichś zarozumialców. Ciekawe co bym zrobiła? Sama  się zwolniła, chyba.
Wreszcie. To chyba ten dom. Naprawdę ładny, ale oczywiście sierociniec był kilka razy większy.Wysiadłam płacąc za przejazd niecierpliwemu kierowcy, a niech się cieszy że ma klientów. Wysiadłam z taksówki ciągnąc za sobą moją walizkę. Przeszłam przez mocno zdobioną bramę. Gdy szłam ścieżką kamienną prowadzącą do drzwi . Przez to moja walizka wleczona po tym chodniczku,strasznie hałasowała już na pewno wiedzieli że idę słysząc ten dźwięk. Nie chciało mi się jej nieść. Zadzwoniłam do drzwi . Otworzył mi je syn mojego szefa pana Tomlinson'a . Omg. Jaki on przystojy Ej, oni do tego nie mają służby?
- Adam ! - krzykną obracając głowę do środka dzięki czemu mogłam się mu dokładnie przyjrzeć, miał na sonie luźną granatową koszulkę oraz jensy. Był na prawdę ładny, tylko czekałam aż się na mnie spojrzy w zasadzie on na mnie jeszcze nawet nie spojrzał  - wiesz że wykonuje twoją robote.

1 komentarz: