środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 5

- Takkkk pewnie. To takie bardziej dzielące nas od tych którym usługujemy. Żebyś przypadkiem nie musiał za dużo na mnie patrzyć. - powiedziałam sarkastycznie.
- Yhmm. Żebyście się nie spóźniły.- powiedział i odszedł.
- Umiemy zadbać o siebie.. - burknełam pod nosem.
- Czego chcecie?! - spytała się June wychylająca się przez okno, chyba właśnie się czesała bo miała szczotkę w ręku.
- Chciałyśmy żebyś nam otworzyła okno. - powiedziała z naciskiem na "otworzyła okno" Bella jakby uświadamiając jej że nią ma innej sprawy którą byśmy załatwiały przez okno... .
- No ładnie, dopiero zaczynasz pracować a już  chcesz opanowywać wchodzenie oknem.- powiedziała czesząc się June - nawet ja nie doszłam do tego levelu - zaśmiała się czarnowłosa złośnica.
- Nie pierdol, podaj mi rękę bo sama tu nie wejdę - powiedziała szybko Bella wyciągając rękę do June. Bella weszła zwinnie i poszła się przebierać. Teraz o dziwo mi pomogła wejść June, za bardzo nie miała wyboru w zasadzie.
- Wiesz co June - powiedziałam wchodząc na parapet - bo ja doganiam cię na bonusach - powiedziałam zeskakując z parapetu i poszłam prosto do szafy. Złośnica zaśmiała się sztucznie i zamknęła okno. 
Po podaniu kolacji wróciłyśmy do pokoju.. Yhh wreszcie. Gdy weszłam do pokoju od razu skierowałam się w stronę tego na co czekałam od powrotu na plaże.
- Wreszcie - powiedziałam i spadłam na łóżko myśląc tylko o odpoczynku.
- Ja zajmuje pierwsza łazienkę! - krzyknęła Bella i zaczęła zbierać rzeczy.
- Okej, ja po tobie - powiedziałam przez poduszkę i na chwile podniosłam rękę do góry.
- To ja wychodzę za jakieś 30 min - powiedziała Bella wchodząc do łazienki. 
- Spokoo - powiedziałam jakby pół przez sen.
Szłam parkiem. Przyglądałam się moim butom których nie poznałam. W pewnym momencie wpadłam na kogoś. Tym kimś był szatyn. Nagle ujrzałam jego twarz, miał piękne niebieskie oczy.Nie mogłam nic powiedzieć
- O sorry nie zauważyłem cię - powiedział zdezorientowany. Patrzyłam się na jego przez dłuższą chwilę. Jego głos brzmiał tak znajomo ale nie wiedziałam kto to ponieważ, wszystko był jakby przez mgłę. Takie rzeczywiste al, pełne spokoju i ukojenia.  W pewnym momencie znalazłam się z tym szatynem koło pustego placu zabaw. Siedzieliśmy na karuzeli, śmiać i kręcić. Szybciej, szybciej i szybciej gdy nagle w tej ciszy widziałam tylko uśmiech szatyna. Nagle zrobiło się jakoś dziwnie. Jakbym latała.I nagle lęk. Spadam. Nie mam się czego złapać...

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 4

*Louis*
Pomyśleć? Jej mina mówi sama za siebie ... . Nie chcę mieć złego zdania u niej. Dziwne. Nie wiem czemu. Jest taka ładna, hmmm i taka sexy w tej różowej sukieneczce. Emmm o czym ja myślę. Ciekawe czy kogoś ma. Ona w porównaniu do Samanty. Hmmm. Czemu ją do niej porównuje? Przy niej staję się jakiś inny.
- Co się tak patrzysz? - przebudziła mnie. z nieprzyzwoitych myśli - Puść mnie - powiedziała strzepując moją rękę.
- A jeśli pomyślałem i doszłam do wniosku że jestem tego wart - spojrzała się przebiegle.
- To jesteś w błędzie. - odpowiedziała stanowczo i zeszła mi z pola widzenia. Ja nie jestem wart? Co ja jej zrobiłem? Coś mi się wydaje że jest zła za tą sprzątaczkę. Jeśli złości się o takie drobnostki, co by było jeżeli byli byśmy w związku? Nie wyobrażam tego sobie. Chyba.. . 
*Vanessa*

Co on sobie myśli. Tak się odzywa i miałby być tego wart? Pff.
Wypełniłam swoje obowiązki i miałam trochę wolnego. Więc poszłam do pokoju w którym przebywały pokojówki.
Jak otworzyłam drzwi od razu ujrzałam Bellę wybierającą ciuchy w szafie.
- To co? Może idziemy się przejść, na przykład na lody? Hmm? - spytała przyglądając się pomarańczowej bluzce, po czym skierowała wzrok na mnie.
- Czemu nie - uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi od pokoju.
Ubrałyśmy się  i powiadomiłyśmy lokaja o tym że wychodzimy. Powiedział żebyśmy zdążyły na podanie kolacji. Przytaknęłyśmy i poszłyśmy "na miasto" powiedzmy. Doszłyśmy do butki z włoskimi lodami. Były pyszne. Moje ulubione.
- I jak podoba ci się praca ? - spytała Bella, gdy szłyśmy blisko portu. Oplatała nas bryza świeżego powietrza, pachniała tak ładnie. Uwielbiam zapach morza.
- Nie jest tak źle - powiedziałam dochodząc do brzegu - poznałam Nialla.... No i tego Louisa - powiedziałam przewracając oczami.
- Czemu "No i tego Louisa" ? Co sugerujesz? - spytała podchodząc do mnie i razem spoglądałyśmy na słońce wiszące nad taflą wody.
- Wiesz, denerwuje mnie. Uważa się za nie wiadomo kogo. Mówi o wszystkim tak jakby mu się wszystko należało. Ostatnio jak trochę pogadałam z Niallem to miał do mnie  o to pretensje - burknęłam - wyobrażasz to sobie?
- AHA. Ta wyobrażam. Dziwne nigdy się tak nie zachowywał.
- Ja tam mam wrażenie jakby był taki od zawsze. Wcale mi się to nie podoba. - powiedziałam spacerując z Bellą brzegiem morza. Zdjęłyśmy buty i szłyśmy chłodnawą wodą uderzającą o nasze nogi. oczach jak wcześniej. Gdy słońce dotknęło lustra wody, ono i niebo stały się jasno-czerwone. To był naprawde piękny widok.
- Ale śliczny zachód słońca... - powiedziała Bella i przerwała spacer.
- Tak. Jest naprawdę słodki - powiedziałam i też przystanęłam. Obejrzałam się i zauważyłam że już dość dużo przeszłyśmy. 
- Wiesz, zawsze marzyłam. Spacer o zachodzie słońca, a u mojego boku przystojny blondyn - zaśmiała się spoglądając na słońce. A następnie patrząc na moją uśmiechniętą twarz.
- Marzenia. Nie ma normalnych chłopaków czy tam mężczyzn. Wszyscy są popierdoleni. - burknęłam. Gdy spojrzałam na roześmianą twarz koleżanki roześmiałyśmy się razem.
- Ej, tak w ogóle. To która godzina? - spytałam patrząc na Belle.
- Po 18.  Oj, już musimy iść. Od 19 zaczynamy podawać kolacje. Chodźmy bo się spóźnimy.- powiedziała, po czym zawróciłyśmy. Musiałyśmy biec do domu na bosaka, ponieważ miałyśmy jeszcze  mokre nogi. Śmieszył nas ten fakt. Biegłyśmy tak już prawie po ciemku śmiałyśmy się i wydurniałyśmy. Jeszcze bardziej rozśmieszyło nas to że inni ludzie dziwnie się na nas patrzyli.
Gdy już dobiegłyśmy do domu państwa Tomlinsonów było troszkę po czasie. Postanowiłyśmy wejść na skróty aby nikt nie zauważył że się spóźniłyśmy. Weszłyśmy do dużego ogrodu naszego szefa. Leżała  tam jego córka, koło basenu. Na szczęście się opalała i miała zamknięte oczy.
Spojrzałyśmy na siebie śmiejąc się z naszego szczęścia i tej sytuacji. Ale po chwili zamilkłyśmy jak usłyszałyśmy kroki kogoś z za krzaków.
Szybko podbiegłyśmy do okna (które jest na szczęście na parterze) od naszego pokoju. Już pukałyśmy aby ktoś otworzył gdy nagle usłyszałyśmy czyjś głos. 
- Co to ma być? Specjalne wejście dla służby? - spytał ubrany w jensy i szarą koszulkę z napisem "I`m Sexy and I Know It" Louis. Ta pewnie..

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 3

- Chyba coś zgubiłaś - powiedział. Zorientowałam się że gdy upuściłam moje rzeczy wzięłam tylko walizkę a o prezencie zapomniałam.
- A no tak zapomniałam - powiedziałam spoglądając na prezent trzymany przez Louisa. Wyciągną do mnie rękę z nim. - Dzięki - powiedziałam i odebrałam zgubę.
- Niema za co. - uśmiechną się niepewnie na mnie patrząc tak jak wcześniej. Spuściłam wzrok z nieśmiałości. Stał oparty o ramę drzwi. Po chwili zerwał się i poszedł. Zamknęłam drzwi i przypomniało mi się że prezent miałam otworzyć na miejscu. A więc już mogę. Zaczęłam zrywać papier ozdobny szczelnie zapakowanego pudełka, co to mogło być? Zgadywałam, myślałam że to jakaś pamiątka z sierocińca.
- Już - wyszła pośpiesznie z łazienki Bella - niedługo musimy iść - oświadczyła siadając przy swojej toaletce. Tak jak ja i June, w celu pomalowania się.
- Ale tak wcześnie ? Mamy przecież jeszcze trochę czasu - przerwałam rozpakowywane prezentu a ona zaczęła się pośpiesznie malować.
- Niby tak, ale zaraz służba ma śniadanie. Musimy zjeść przed pracą. - powiedziała kończąc make-up.
- Aaaa. No tak. - powiedziałam kończąc rozpakowywanie prezentu. Teraz wiem, był to czarny iPhone 5S. Ja miałam lekko przestarzały model iPhone 4S. Bardzo chciałam mieć ten telefon. Marzenie się spełniło. Oglądając pudełko uśmiechnęłam się promiennie.
- Choć, Theresa napawano już zrobiła śniadanie - powiedziała odkładając kosmetyki do szuflady.
-Theresa ? - odłożyłam mój prezent do półki a opakowanie wyrzuciłam do kosza.

-Tak, ona jest kucharką.  - odparła i otworzyła drzwi - no chodź - czekała na moją reakcje.
- Idę, idę - powiedziałam i poszłam za nią.
Weszłyśmy do kuchni, był tam jeden duży stół, spora lodówka, dwie kuchenki, oraz zamrażarka. Widać było że to nie jest zwykła kuchnia. Cała była w kolorach czarnych i białych.. Nawet wyposażenie.
- Dzień dobry ! To jest nowa pokojówka. Vanessa poznaj wszystkich. Greg jest ogrodnikiem, Theresa kucharką a Robin szoferem.- powiedziała po kolei pokazując po pracownikach .
- Miło mi was poznać - powiedziałam jadąc wzrokiem po wszystkich. Po czym siedliśmy do stołu aby zjeść śniadanie. 
Całe popołudnie uczyłam się jakie dania jadł każdy z domowników. Właśnie niosłam obiad pani Rebece.
zapukałam - bo tam tłumaczył lokaj Adam - potem otworzyłam drzwi niosąc tace z tym co ona jadała. 
- Dzień dobry pani Rebeco - powiedziałam z uśmiechem aby zrobić pierwsze dobra wrażenie.
- Dzień dobry, ty jesteś nową pokojówką? Jak masz na imię moja droga? - spytała przy biurku siedząca starsza pani. Miała usta czerwone od szminki, białe krótko ścięte włosy. Na szyi widniał naszyjnik z dużymi okrągłymi kamieniami szlachetnymi. Na uszach miała kolczyki pasujące do wisiorka.
- Vanessa - odpowiedziałam stawiając jej danie na stole. Miałam już wyjść.
- Zostań na chwilę Vanesso - powiedziała a ja zawróciłam i się lekko uśmiechnęłam co i ona odwzajemniła.
- Usiądź - pokazała na krzesło które stało przy stoliczku. Pokój była nawet duży jak na sypialnię. Meble oraz ściana były kolorów kremowo-białych. Po środku z lewej było duże łóżko. Na przeciwko łózka właśnie stał stoliczek przy którym zaraz siądę. Po bokach były szafki nocne z białymi lampkami. Za panią Rebecą stała duża szafa. Ładny wystój, jak na kogoś w tym wieku. Usiadłam na krześle.
- A więc pochodzisz z pobliskiego sierocińca? - spytała następnie wzięła łyka soku pomarańczowego.
- Tak - powiedziałam śmiało
- Ile masz lat ? - spytała odstawiając szklankę z sokiem.
- Osiemnaście - odpowiedziałam
- Tak myślałam. W końcu dopiero zaczęłaś pracować 
- No tak - powiedziałam uznając tą opinię.
- Wiesz kto jest twoją matką? - spytała jakby to była delikatna sprawa. Ale dla mnie to nie jest aż tak mocno delikatne, żyje z tym od 18 lat.
Tak rozmawiałyśmy dłuższy czas. Chyba mnie polubiła, w zasadzie ja ją tez.
- Ja już muszę iść - powiedziałam dla pani Rebecy.
- Oczywiście, nie powinnam cie tak długo zatrzymywać - powiedziała przyznając mi racje. Wstałam, poprawiłam struj roboczy, podeszłam do drzwi i  chwyciłam za klamkę.
- Poczekaj Vanesso -  stanęłam odwracając się do starszej pani z pytającym wyrazem twarzy. - chcę abyś została moją osobistą pokojówką - powiedziała z uśmiechem - jest to jakiegoś rodzaju awans.- Wow, pierwszy dzień pracy a ja już awansowałam, nieźle. - i nie mów do mnie pani Rebeco - powiedziała z uśmiechem - wolę Rebeca.
- Nie mogła bym - oznajmiłam nieśmiało.
- A może babciu ?
- Nie, pani babciu
- I niech tak zostanie - zgodziła się wreszcie - dobrze wiec, idź po Adama i powiedz mu aby przyszedł do mnie muszę mu powiedzieć o mojej decyzji. W końcu on tu wszystkim tym dowodzi.- przytaknęłam, wyszłam z pokoju. Szukałam lokaja.  Wreszcie go znalazłam i poinformowałam o prośbie pani Rebe... em nooo,  pani babci. Po czym poszłam do kuchni po kolejną tacę. miała być dla pana Nilla. Z dołu ruszyłam z obiadem, weszłam po dużych białych schodach. Ruszyłam korytarzem mnóstwa drzwi, tak tu mieli pokoje wszyscy którym usługiwaliśmy. Zapukałam do pierwszych drzwi na lewo.
- Tak? - usłyszałam odpowiedź.
- Proszę, obiad - powiedziałam stawiając go na biurku. Spostrzegłam że jego pokój jest dość mały, ale pełno w nim żeczy małe łóżko, biurko, laptop. Paleta, dużo pędzli, farb a za drzwiami które otworzyłam płótna. Na sztaludze był niedokończony obraz pół nagiej kobiety. Po tym można stwierdzić że na pewno był malarzem.
- Jesteś nowa? - spytał z uśmiechem.
- Tak - odparłam starając się nie brzmieć nie śmiało.
- Niall - przedstawił się wyciągając do mnie rękę.
- Vanessa - podałam mu swoją.
- Skąd jesteś?
- Przeprowadziłam się tu z sierocińca.
- Aha. To twoja pierwsza praca? Spytał jakby chciał mnie bliżej poznać. I tak było.
- Tak, wreszcie sama na siebie zapracuje - oznajmiłam i się uśmiechnęłam dumna z siebie - ty chyba nie musisz?
- No tak - powiedział z uśmiechem.
- Ale chyba się zajmujesz malarstwem, z tego co widać - powiedziałam pokazując na jego płótna.
- Tak, ale ostatnio jakoś nie maluje.. - powiedział po czym zrzedła mu mina.
- Czemu ? - usiadł na łóżku patrząc się na obraz stojący przeciwko. Po czym usiadłam koło niego.
- No wiesz jak jest ktoś ci bliski i go tracisz - przeczesał ręką włosy - potem się wszystkiego odechciewa. To ona. Pokazał na niedokończony obraz - nawet nie zdążyłem dokończyć tego portretu. Żeby dać sobie z nią spokój musiał bym dokończyć obraz. Ale ona nie żyje a ja nie umiem bez niej tworzyć.
- Przykro mi - powiedziałam z smutną miną.
- Musisz coś z tym zrobić - wstałam i się na niego spojrzałam - teraz cierpisz.- spojrzał się na mnie.
- Ale ja nie potrafię
- Spróbuj,  ja muszę już iść - powiedziałam i otworzyłam drzwi.
- Okej. - wyszłam.
Na korytarzu koło drzwi stał Louis, hmmm co on tu robił?
- Jak długo powinno się podawać obiad? - spytał podchodząc do mnie.
- Przepraszam Louis, Niall chwile ze mną rozmawiał - odpowiedziałam.
- Pan Louis - podkreślił - a czy sprzątaczki powinny rozmawiać z tymi którym usługują? - powiedział wkładając ręce w kieszenie. Sprzątaczki? Pfff.. ja jeszcze do tego poziomu nie upadłam.
- Pokojówki - podkreśliłam w ten sam sposób jak on - tak, jeżeli są tego warci - powiedziałam wciąż zła za te jego "sprzątaczki". Yhh. Działa mi na nerwy.
- A ja nie jestem wart nawet rozmowy? - spytał pochylając głowę. Jego twarz wyrażała zawód. Hahahahah, dobre pytanie. 
- Sam nad tym pomyśl - powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów, jednak po chwili poczułam zaciśniętą rękę na moim ramieniu. No, mocniej to chyba już się nie dało chwycić.

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 2

- Już idę Panie Louis - Louis? Tak te imię do niego pasuje.
- A to kto? - spytał pokazując na mnie i wreszcie się na mnie spojrzał. Przemierzył mnie wzrokiem od dołu do góry. Na moment nasze oczy spotkały się. Po chwili odwrócił nerwowo wzrok dezorientując się, z resztą tak jak ja. W tym momencie przeszły mnie dreszcze. Przez co nieświadomie puściłam z rąk prezent i walizkę.
- To nasza nowa pokojówka Vanessa Royen - to nazwisko dostawało większość sierot, których nazwisk rodziców nie znano.
- Witaj jestem Louis - wyciągną do mnie rękę z uśmiechem. Zauważyłam ze jest taki beztroski. Jakby  miał 5 lat. Jego oczy były takie słodkie, przysłaniała je grzywka.
- Vanessa - złapałam jego rękę i potrząsnęłam. Miał jakiś lekki uścisk jakby się czegoś bał. Dziwne.
- Idziemy Vanesso - powiedział lokaj i podszedł bliżej pokazując wzrokiem chłopakowi aby się odsuną. Po czym Louis Poszedł wielkimi białymi schodami na piętro.
- Chodź - powiedział idąc w stronę korytarza z prawej strony. Zamknęłam drzwi za sobą ciągnąc swoją małą walizkę. Salon był ogromny. Trzy białe kanapy oraz szklany stół. Na nim stał wazon z bukietem czerwonych róż które pasowały kolorystycznie do zasłon. Na przeciwko od stołu na ścianie wisiał duży telewizor, naprawdę duży. Takie w ogóle produkują? Do korytarza prowadził biały dywan w czerwone wzory. Doszliśmy do kilku drzwi. Na każdym była plakietka jakiego rodzaju służby dotyczy. Były takie plakietki jak : ogrodnik, kucharka, pokojówki, szofer.
Lokaj otworzył drzwi od pokoju "pokojówki".
- Tu od teraz będziesz mieszkać - otworzył drzwi szeroko, gestykulując abym weszła. A więc to zrobiłam. W pokoju były trzy łóżka, na  dwóch z nich siedziały dziewczyny widocznie niedawno wstały i przygotowywały się do pracy. Jedna z nich miała czerwone proste włosy, druga czarne długie loki.
- Łóżko z lewej jest twoje jak za pewne się domyślasz - powiedział poprawiając okulary. Miał na sobie czarny garnitur, spodnie i buty. Cały na czarno. Ma jakąś żałobę? Mam nadzieje że nie będę musiała nosić czegoś w stylu pogrzebu.
- Na nim masz swój struj roboczy - zerknęłam,  tak! Różowy.
- Za godzinę zaczynasz prace, codziennie od 7:00 do godziny około 22-23 - Oj,długo. I tak opowiadał warunki a ja stałam z tą walizką i próbowałam słychać.
- To jest Bella - zamachała do nie czerwonowłosa.
- A to June - przytaknęła głową czarnowłosa robiąc sobie manicure. 
- A więc zbieraj się, nie tolerujemy spóźnień - powiedział z poważnym wyrazem twarzy i  wyszedł.
- Cześć ... em no jak masz na imię ? - powiedziała z uśmiechem Bella.
- Vanessa - uśmiechnęłam się.
- Tak Vanessa, to może ci pomóc w wypakowaniu się ?- powiedziała radośnie, patrząc na moją walizkę.
- Pewnie - powiedziałam jak najluźniej. Zawsze przy nieznajomych próbowałam wypaść jak najlepiej, nie chciałam u tych dziewczyn mieć złego zdania.
Podeszłyśmy do dużej szafy trzydrzwiowej.
-Jeśli wystarczy ci tyle miejsca - powiedziała burczącym, głosem June.
- Daj spokój, nie wszystkim trzeba warunków królewskich - odpowiedziała jej Bella obracając oczami, jej wyraz twarzy mówił "znowu to samo".
- Pff - przewróciła oczami brunetka kończąc manicure, chwyciła za strój roboczy i weszła do łazienki z lewej strony jej łóżka.
- Nie zwracaj na nią uwagi to wariatka! - powiedziała żartobliwie po chwilę się zaśmiałyśmy i nadeszła chwila powagi - nie no tak serio to ona ciągle narzeka, już taka jest. - wzruszyła ramionami.
- Jasne  - powiedziałam z uśmiechem.
- To są twoje półki - otworzyła drzwi szafy, w sierpotku było lusterko. Zaczęłyśmy  rozpakowywać  moje ciuchy. Nie chciało mi się ich układać,. ale jeśli nie miały się pognieść, musiałam to zrobić. Ehh..
- Więc kto tu mieszka ? Dużo jest tu ludzi ? - spytałam układając bluzki .
- No trochę ich tu jest. - stanęła na chwilę w układaniu - Pan Roy Tomlinson i pani Lisa mają dzieci Louisa i Lene. Czasami zachodzi tu pan Frank brat pani Lisy, mieszka tu jego syn Niall. Jest jeszcze pani Rebeca matka pana Roya. Oj i na koniec  dziewczyna Louisa Samanta - czemu mnie to smuci? Jestem głupia.- eh to chyba wszyscy- dalej zaczęła układać moje ubrania.
- Dużooo tu ludzi - powiedziałam wzdychając.
- No to już mam poukładane, dzięki za pomoc - powiedziałam wstając z ziemi na której siedziałam aby poukładać w najniższej półce. 
- Spoko, nie ma sprawy - powiedziała także wstając z ciepłym uśmiechem. Położyłam walizkę na szafę. W tej chwili z łazienki wyszła June, podeszła do toaletki z jej kosmetykami i zaczęła się malować.
- Chcesz teraz ty iść do łazienki? - spytała Bella widocznie puszczając mnie kolejności do przebrania się przed nią.
- Pewnie - uśmiechnęłam się do niej co odwzajemniła. Wzięłam mój "mundurek"oraz szczotkę z półki  i poszłam się przebrać. W niej przemyłam twarz patrząc w lusterko, byłam jeszcze bez makijażu. Patrzyłam się sama w siebie i nie mogłam uwierzyć że jestem w jakimś bogatym domu i wreszcie pracuje. Trafiłam na fajną osobę - Bellę - uśmiechnęłam  się do swojego odbicia w lusterku. Ubrałam się w ten mundurek. - Nie tak źle wyglądam - mówiłam do siebie, przeglądając się sbie. Poczesałam włosy i wyszłam do łazienki.
- Już - powiedziałam do Belli która stała przy szafie wybierając buty.
- Oooo. Ładnie wyglądasz, nawet jeśli to strój roboczy - uśmiechnęła się, chwyciła za ubrania i weszła do łazienki.
- Dzięki! - krzyknęłam w stronę łazienki 
- Spoko! - odpowiedziała a ja się zaśmiałam pod nosem. Podeszłam do drugiej toaletki w celu zrobienia małego make-upu. To w końcu praca. Chociaż, nawet na co dzień nie maluje się mocno. Lekko rzęsy tuszem i cienka kreska na powiece. Tak to mi wystarcza.
- Przyzwyczaj się do tego że każdy dzień będzie taki sam. - powiedziała June chowając kosmetyki. Już miała wyjść, ale stanęła na moje słowa.
- Się zobaczy - powiedziałam malując rzęsy. - kiwnęła głową i wyszła. Po co ona tu pracuje jak tak ciągle gada jak tu źle. Psuje tylko humor innym. Dokończyłam się malować, przejrzałam się dokładnie w lusterku czy jakoś mi to wyszło.
Usłyszałam pukanie do drzwi podeszłam i otworzyłam. Był to |Louis. Po co on tu przyszedł? Nie żebym miała pretensje.

piątek, 21 marca 2014

Rozdział 1

Docisnęłam walizkę, bo inaczej by się nie zapięła.  Nie posiadam wielu przedmiotów, ale ta walizka była dość mało pojemna.
- Pomóc ci? - spytała Loreyn.
- Nie dzięki, jakoś ją dopnę - odpowiedziałam przyjaciółce z ciepłym uśmiechem. Po czym usiadłam na walizce która leżała na moim łóżku. Rozejrzałam się po pokoju, spędziłam w nim 18 lat. Mam z tym miejscem tyle wspomnień. Niestety muszę je opuścić. Teraz sama będę zarabiać na swoje utrzymanie, co mnie jednocześnie cieszy jak i smuci. Opuszczę klasztor. Tak klasztor, jest tu wiele sierot w tym też ja. Białe mury tego budynku przypominają mi moje dzieciństwo. W sadzie wokół niego spędziłam najbardziej beztroskie chwile w moim życiu. Trudno.
- Halooo? Ziemia do Vanessy - powiedziała patrząc mi w twarz z lekkim uśmiechem. Czym wyrwała mnie z myśli. Zeskoczyłam z walizki leżącej na łóżku. Spojrzałam na nią i się przeciągnęłam.
- Gotowa ? - spytała
- Jak widać - spojrzałam na walizkę ze smutnym wyrazem twarzy.
- To chodź, idziemy już. - otworzyła drzwi, i chwyciła za drugą rączkę walizki. Idąc korytarzami klasztoru - specjalnie przedłużając - wspominałyśmy  wspólnie spędzone chwile. Praktycznie byłyśmy jak siostry. Przy korytarzu prowadzącym do drzwi Lorayn stanęła, oczywiście zrobiłam to samo.
- Ale będziesz nas odwiedzać? - spytała z słodką miną.
- No jasne - odpowiedziałam, żartobliwie przedrzeźniając jej wyraz twarzy. Po czym obie się lekko zaśmiałyśmy i dalej szłyśmy w kierunku wyjścia.
Przed klasztorem już stały moje jedne z najbliższych koleżanek czyli : Victoria, Kate oraz Taylor. Zauważyłam że Victoria była czymś podekscytowana co mnie za bardzo nie zdziwiło, ona nie umiała za bardzo ukryć uczuć. Oprócz moich znajomych przed budynkiem stał również Ksiądz Derek. A koło niego dwie zakonnice prowadzące sierociniec. Zauważyłam że Victoria była czymś podekscytowana, ona nie umiała ukrywać emocji. Żegnałam się z każdym po kolei zaczynając od moich opiekunów. Pod koniec podeszła do mnie Kate :
- Mamy dla ciebie prezent. Od wszystkich. Rozpakuj już na miejscu, ok? - powiedziała wystawiając w moją stronę starannie opakowane pudełko.
- Okej 
Odebrałam prezent i szłam w stronę trąbiącej taksówki. Mam dość słabe nerwy więc mnie to trochę zdenerwowało, spoko no za raz ja tu się żegnam co nie.
Moją małą walizkę położyłam na siedzeniu obok mnie. Jak już mówiłam - jest dość mała - więc bez trudu ją zmieściłam. Następnie podałam adres domu w którym miałam pracować jako pokojówka. Tak, właśnie pokojówka. Yhh. Marna robota, na początek to mi starczy.
Jadąc promienie słońca raziły mnie w oczy, co wcale mnie nie zniechęciło do oglądania pokaźnych rozmiarów domów. To jest ta dzielnica gdzie ci bogaci ludzie mieszkają. Mam nadzieje że nie trafie na jakichś zarozumialców. Ciekawe co bym zrobiła? Sama  się zwolniła, chyba.
Wreszcie. To chyba ten dom. Naprawdę ładny, ale oczywiście sierociniec był kilka razy większy.Wysiadłam płacąc za przejazd niecierpliwemu kierowcy, a niech się cieszy że ma klientów. Wysiadłam z taksówki ciągnąc za sobą moją walizkę. Przeszłam przez mocno zdobioną bramę. Gdy szłam ścieżką kamienną prowadzącą do drzwi . Przez to moja walizka wleczona po tym chodniczku,strasznie hałasowała już na pewno wiedzieli że idę słysząc ten dźwięk. Nie chciało mi się jej nieść. Zadzwoniłam do drzwi . Otworzył mi je syn mojego szefa pana Tomlinson'a . Omg. Jaki on przystojy Ej, oni do tego nie mają służby?
- Adam ! - krzykną obracając głowę do środka dzięki czemu mogłam się mu dokładnie przyjrzeć, miał na sonie luźną granatową koszulkę oraz jensy. Był na prawdę ładny, tylko czekałam aż się na mnie spojrzy w zasadzie on na mnie jeszcze nawet nie spojrzał  - wiesz że wykonuje twoją robote.

czwartek, 20 marca 2014

Witam was.

Witam!
Zapraszam do czytania mojego pierwszego bloga.
Kolejne rozdziały będę starała się umieszczać jak najczęściej oraz regularnie. Mam nadzieje że się wam spodoba ;) !
Proszę o szczere opinie ^.^
Główni bohaterowie :

Vanessa :


Louis :