- Takkkk pewnie. To takie bardziej dzielące nas od tych którym usługujemy. Żebyś przypadkiem nie musiał za dużo na mnie patrzyć. - powiedziałam sarkastycznie.
- Yhmm. Żebyście się nie spóźniły.- powiedział i odszedł.
- Umiemy zadbać o siebie.. - burknełam pod nosem.
- Czego chcecie?! - spytała się June wychylająca się przez okno, chyba właśnie się czesała bo miała szczotkę w ręku.
- Chciałyśmy żebyś nam otworzyła okno. - powiedziała z naciskiem na "otworzyła okno" Bella jakby uświadamiając jej że nią ma innej sprawy którą byśmy załatwiały przez okno... .
- No ładnie, dopiero zaczynasz pracować a już chcesz opanowywać wchodzenie oknem.- powiedziała czesząc się June - nawet ja nie doszłam do tego levelu - zaśmiała się czarnowłosa złośnica.
- Nie pierdol, podaj mi rękę bo sama tu nie wejdę - powiedziała szybko Bella wyciągając rękę do June. Bella weszła zwinnie i poszła się przebierać. Teraz o dziwo mi pomogła wejść June, za bardzo nie miała wyboru w zasadzie.
- Wiesz co June - powiedziałam wchodząc na parapet - bo ja doganiam cię na bonusach - powiedziałam zeskakując z parapetu i poszłam prosto do szafy. Złośnica zaśmiała się sztucznie i zamknęła okno.
Po podaniu kolacji wróciłyśmy do pokoju.. Yhh wreszcie. Gdy weszłam do pokoju od razu skierowałam się w stronę tego na co czekałam od powrotu na plaże.
- Wreszcie - powiedziałam i spadłam na łóżko myśląc tylko o odpoczynku.
- Ja zajmuje pierwsza łazienkę! - krzyknęła Bella i zaczęła zbierać rzeczy.
- Okej, ja po tobie - powiedziałam przez poduszkę i na chwile podniosłam rękę do góry.
- To ja wychodzę za jakieś 30 min - powiedziała Bella wchodząc do łazienki.
- Spokoo - powiedziałam jakby pół przez sen.
Szłam parkiem. Przyglądałam się moim butom których nie poznałam. W pewnym momencie wpadłam na kogoś. Tym kimś był szatyn. Nagle ujrzałam jego twarz, miał piękne niebieskie oczy.Nie mogłam nic powiedzieć
- O sorry nie zauważyłem cię - powiedział zdezorientowany. Patrzyłam się na jego przez dłuższą chwilę. Jego głos brzmiał tak znajomo ale nie wiedziałam kto to ponieważ, wszystko był jakby przez mgłę. Takie rzeczywiste al, pełne spokoju i ukojenia. W pewnym momencie znalazłam się z tym szatynem koło pustego placu zabaw. Siedzieliśmy na karuzeli, śmiać i kręcić. Szybciej, szybciej i szybciej gdy nagle w tej ciszy widziałam tylko uśmiech szatyna. Nagle zrobiło się jakoś dziwnie. Jakbym latała.I nagle lęk. Spadam. Nie mam się czego złapać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz