- Już idę Panie Louis - Louis? Tak te imię do niego pasuje.
- A to kto? - spytał pokazując na mnie i wreszcie się na mnie spojrzał. Przemierzył mnie wzrokiem od dołu do góry. Na moment nasze oczy spotkały się. Po chwili odwrócił nerwowo wzrok dezorientując się, z resztą tak jak ja. W tym momencie przeszły mnie dreszcze. Przez co nieświadomie puściłam z rąk prezent i walizkę.
- To nasza nowa pokojówka Vanessa Royen - to nazwisko dostawało większość sierot, których nazwisk rodziców nie znano.
- Witaj jestem Louis - wyciągną do mnie rękę z uśmiechem. Zauważyłam ze jest taki beztroski. Jakby miał 5 lat. Jego oczy były takie słodkie, przysłaniała je grzywka.
- Vanessa - złapałam jego rękę i potrząsnęłam. Miał jakiś lekki uścisk jakby się czegoś bał. Dziwne.
- Idziemy Vanesso - powiedział lokaj i podszedł bliżej pokazując wzrokiem chłopakowi aby się odsuną. Po czym Louis Poszedł wielkimi białymi schodami na piętro.
- Chodź - powiedział idąc w stronę korytarza z prawej strony. Zamknęłam drzwi za sobą ciągnąc swoją małą walizkę. Salon był ogromny. Trzy białe kanapy oraz szklany stół. Na nim stał wazon z bukietem czerwonych róż które pasowały kolorystycznie do zasłon. Na przeciwko od stołu na ścianie wisiał duży telewizor, naprawdę duży. Takie w ogóle produkują? Do korytarza prowadził biały dywan w czerwone wzory. Doszliśmy do kilku drzwi. Na każdym była plakietka jakiego rodzaju służby dotyczy. Były takie plakietki jak : ogrodnik, kucharka, pokojówki, szofer.
Lokaj otworzył drzwi od pokoju "pokojówki".
- Tu od teraz będziesz mieszkać - otworzył drzwi szeroko, gestykulując abym weszła. A więc to zrobiłam. W pokoju były trzy łóżka, na dwóch z nich siedziały dziewczyny widocznie niedawno wstały i przygotowywały się do pracy. Jedna z nich miała czerwone proste włosy, druga czarne długie loki.
- Łóżko z lewej jest twoje jak za pewne się domyślasz - powiedział poprawiając okulary. Miał na sobie czarny garnitur, spodnie i buty. Cały na czarno. Ma jakąś żałobę? Mam nadzieje że nie będę musiała nosić czegoś w stylu pogrzebu.
- Na nim masz swój struj roboczy - zerknęłam, tak! Różowy.
- Za godzinę zaczynasz prace, codziennie od 7:00 do godziny około 22-23 - Oj,długo. I tak opowiadał warunki a ja stałam z tą walizką i próbowałam słychać.
- To jest Bella - zamachała do nie czerwonowłosa.
- A to June - przytaknęła głową czarnowłosa robiąc sobie manicure.
- A więc zbieraj się, nie tolerujemy spóźnień - powiedział z poważnym wyrazem twarzy i wyszedł.
- Cześć ... em no jak masz na imię ? - powiedziała z uśmiechem Bella.
- Vanessa - uśmiechnęłam się.
- Tak Vanessa, to może ci pomóc w wypakowaniu się ?- powiedziała radośnie, patrząc na moją walizkę.
- Pewnie - powiedziałam jak najluźniej. Zawsze przy nieznajomych próbowałam wypaść jak najlepiej, nie chciałam u tych dziewczyn mieć złego zdania.
Podeszłyśmy do dużej szafy trzydrzwiowej.
-Jeśli wystarczy ci tyle miejsca - powiedziała burczącym, głosem June.
- Daj spokój, nie wszystkim trzeba warunków królewskich - odpowiedziała jej Bella obracając oczami, jej wyraz twarzy mówił "znowu to samo".
- Pff - przewróciła oczami brunetka kończąc manicure, chwyciła za strój roboczy i weszła do łazienki z lewej strony jej łóżka.
- Nie zwracaj na nią uwagi to wariatka! - powiedziała żartobliwie po chwilę się zaśmiałyśmy i nadeszła chwila powagi - nie no tak serio to ona ciągle narzeka, już taka jest. - wzruszyła ramionami.
- Jasne - powiedziałam z uśmiechem.
- To są twoje półki - otworzyła drzwi szafy, w sierpotku było lusterko. Zaczęłyśmy rozpakowywać moje ciuchy. Nie chciało mi się ich układać,. ale jeśli nie miały się pognieść, musiałam to zrobić. Ehh..
- Więc kto tu mieszka ? Dużo jest tu ludzi ? - spytałam układając bluzki .
- No trochę ich tu jest. - stanęła na chwilę w układaniu - Pan Roy Tomlinson i pani Lisa mają dzieci Louisa i Lene. Czasami zachodzi tu pan Frank brat pani Lisy, mieszka tu jego syn Niall. Jest jeszcze pani Rebeca matka pana Roya. Oj i na koniec dziewczyna Louisa Samanta - czemu mnie to smuci? Jestem głupia.- eh to chyba wszyscy- dalej zaczęła układać moje ubrania.
- Dużooo tu ludzi - powiedziałam wzdychając.
- No to już mam poukładane, dzięki za pomoc - powiedziałam wstając z ziemi na której siedziałam aby poukładać w najniższej półce.
- Spoko, nie ma sprawy - powiedziała także wstając z ciepłym uśmiechem. Położyłam walizkę na szafę. W tej chwili z łazienki wyszła June, podeszła do toaletki z jej kosmetykami i zaczęła się malować.
- Chcesz teraz ty iść do łazienki? - spytała Bella widocznie puszczając mnie kolejności do przebrania się przed nią.
- Pewnie - uśmiechnęłam się do niej co odwzajemniła. Wzięłam mój "mundurek"oraz szczotkę z półki i poszłam się przebrać. W niej przemyłam twarz patrząc w lusterko, byłam jeszcze bez makijażu. Patrzyłam się sama w siebie i nie mogłam uwierzyć że jestem w jakimś bogatym domu i wreszcie pracuje. Trafiłam na fajną osobę - Bellę - uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lusterku. Ubrałam się w ten mundurek. - Nie tak źle wyglądam - mówiłam do siebie, przeglądając się sbie. Poczesałam włosy i wyszłam do łazienki.
- Już - powiedziałam do Belli która stała przy szafie wybierając buty.
- Oooo. Ładnie wyglądasz, nawet jeśli to strój roboczy - uśmiechnęła się, chwyciła za ubrania i weszła do łazienki.
- Dzięki! - krzyknęłam w stronę łazienki
- Spoko! - odpowiedziała a ja się zaśmiałam pod nosem. Podeszłam do drugiej toaletki w celu zrobienia małego make-upu. To w końcu praca. Chociaż, nawet na co dzień nie maluje się mocno. Lekko rzęsy tuszem i cienka kreska na powiece. Tak to mi wystarcza.
- Przyzwyczaj się do tego że każdy dzień będzie taki sam. - powiedziała June chowając kosmetyki. Już miała wyjść, ale stanęła na moje słowa.
- Się zobaczy - powiedziałam malując rzęsy. - kiwnęła głową i wyszła. Po co ona tu pracuje jak tak ciągle gada jak tu źle. Psuje tylko humor innym. Dokończyłam się malować, przejrzałam się dokładnie w lusterku czy jakoś mi to wyszło.
Usłyszałam pukanie do drzwi podeszłam i otworzyłam. Był to |Louis. Po co on tu przyszedł? Nie żebym miała pretensje.
Trallalalalalallalalalaaa
OdpowiedzUsuńChce już III! <3
OdpowiedzUsuńJutro lub pojutrze ;)
OdpowiedzUsuń