sobota, 29 marca 2014

Rozdział 3

- Chyba coś zgubiłaś - powiedział. Zorientowałam się że gdy upuściłam moje rzeczy wzięłam tylko walizkę a o prezencie zapomniałam.
- A no tak zapomniałam - powiedziałam spoglądając na prezent trzymany przez Louisa. Wyciągną do mnie rękę z nim. - Dzięki - powiedziałam i odebrałam zgubę.
- Niema za co. - uśmiechną się niepewnie na mnie patrząc tak jak wcześniej. Spuściłam wzrok z nieśmiałości. Stał oparty o ramę drzwi. Po chwili zerwał się i poszedł. Zamknęłam drzwi i przypomniało mi się że prezent miałam otworzyć na miejscu. A więc już mogę. Zaczęłam zrywać papier ozdobny szczelnie zapakowanego pudełka, co to mogło być? Zgadywałam, myślałam że to jakaś pamiątka z sierocińca.
- Już - wyszła pośpiesznie z łazienki Bella - niedługo musimy iść - oświadczyła siadając przy swojej toaletce. Tak jak ja i June, w celu pomalowania się.
- Ale tak wcześnie ? Mamy przecież jeszcze trochę czasu - przerwałam rozpakowywane prezentu a ona zaczęła się pośpiesznie malować.
- Niby tak, ale zaraz służba ma śniadanie. Musimy zjeść przed pracą. - powiedziała kończąc make-up.
- Aaaa. No tak. - powiedziałam kończąc rozpakowywanie prezentu. Teraz wiem, był to czarny iPhone 5S. Ja miałam lekko przestarzały model iPhone 4S. Bardzo chciałam mieć ten telefon. Marzenie się spełniło. Oglądając pudełko uśmiechnęłam się promiennie.
- Choć, Theresa napawano już zrobiła śniadanie - powiedziała odkładając kosmetyki do szuflady.
-Theresa ? - odłożyłam mój prezent do półki a opakowanie wyrzuciłam do kosza.

-Tak, ona jest kucharką.  - odparła i otworzyła drzwi - no chodź - czekała na moją reakcje.
- Idę, idę - powiedziałam i poszłam za nią.
Weszłyśmy do kuchni, był tam jeden duży stół, spora lodówka, dwie kuchenki, oraz zamrażarka. Widać było że to nie jest zwykła kuchnia. Cała była w kolorach czarnych i białych.. Nawet wyposażenie.
- Dzień dobry ! To jest nowa pokojówka. Vanessa poznaj wszystkich. Greg jest ogrodnikiem, Theresa kucharką a Robin szoferem.- powiedziała po kolei pokazując po pracownikach .
- Miło mi was poznać - powiedziałam jadąc wzrokiem po wszystkich. Po czym siedliśmy do stołu aby zjeść śniadanie. 
Całe popołudnie uczyłam się jakie dania jadł każdy z domowników. Właśnie niosłam obiad pani Rebece.
zapukałam - bo tam tłumaczył lokaj Adam - potem otworzyłam drzwi niosąc tace z tym co ona jadała. 
- Dzień dobry pani Rebeco - powiedziałam z uśmiechem aby zrobić pierwsze dobra wrażenie.
- Dzień dobry, ty jesteś nową pokojówką? Jak masz na imię moja droga? - spytała przy biurku siedząca starsza pani. Miała usta czerwone od szminki, białe krótko ścięte włosy. Na szyi widniał naszyjnik z dużymi okrągłymi kamieniami szlachetnymi. Na uszach miała kolczyki pasujące do wisiorka.
- Vanessa - odpowiedziałam stawiając jej danie na stole. Miałam już wyjść.
- Zostań na chwilę Vanesso - powiedziała a ja zawróciłam i się lekko uśmiechnęłam co i ona odwzajemniła.
- Usiądź - pokazała na krzesło które stało przy stoliczku. Pokój była nawet duży jak na sypialnię. Meble oraz ściana były kolorów kremowo-białych. Po środku z lewej było duże łóżko. Na przeciwko łózka właśnie stał stoliczek przy którym zaraz siądę. Po bokach były szafki nocne z białymi lampkami. Za panią Rebecą stała duża szafa. Ładny wystój, jak na kogoś w tym wieku. Usiadłam na krześle.
- A więc pochodzisz z pobliskiego sierocińca? - spytała następnie wzięła łyka soku pomarańczowego.
- Tak - powiedziałam śmiało
- Ile masz lat ? - spytała odstawiając szklankę z sokiem.
- Osiemnaście - odpowiedziałam
- Tak myślałam. W końcu dopiero zaczęłaś pracować 
- No tak - powiedziałam uznając tą opinię.
- Wiesz kto jest twoją matką? - spytała jakby to była delikatna sprawa. Ale dla mnie to nie jest aż tak mocno delikatne, żyje z tym od 18 lat.
Tak rozmawiałyśmy dłuższy czas. Chyba mnie polubiła, w zasadzie ja ją tez.
- Ja już muszę iść - powiedziałam dla pani Rebecy.
- Oczywiście, nie powinnam cie tak długo zatrzymywać - powiedziała przyznając mi racje. Wstałam, poprawiłam struj roboczy, podeszłam do drzwi i  chwyciłam za klamkę.
- Poczekaj Vanesso -  stanęłam odwracając się do starszej pani z pytającym wyrazem twarzy. - chcę abyś została moją osobistą pokojówką - powiedziała z uśmiechem - jest to jakiegoś rodzaju awans.- Wow, pierwszy dzień pracy a ja już awansowałam, nieźle. - i nie mów do mnie pani Rebeco - powiedziała z uśmiechem - wolę Rebeca.
- Nie mogła bym - oznajmiłam nieśmiało.
- A może babciu ?
- Nie, pani babciu
- I niech tak zostanie - zgodziła się wreszcie - dobrze wiec, idź po Adama i powiedz mu aby przyszedł do mnie muszę mu powiedzieć o mojej decyzji. W końcu on tu wszystkim tym dowodzi.- przytaknęłam, wyszłam z pokoju. Szukałam lokaja.  Wreszcie go znalazłam i poinformowałam o prośbie pani Rebe... em nooo,  pani babci. Po czym poszłam do kuchni po kolejną tacę. miała być dla pana Nilla. Z dołu ruszyłam z obiadem, weszłam po dużych białych schodach. Ruszyłam korytarzem mnóstwa drzwi, tak tu mieli pokoje wszyscy którym usługiwaliśmy. Zapukałam do pierwszych drzwi na lewo.
- Tak? - usłyszałam odpowiedź.
- Proszę, obiad - powiedziałam stawiając go na biurku. Spostrzegłam że jego pokój jest dość mały, ale pełno w nim żeczy małe łóżko, biurko, laptop. Paleta, dużo pędzli, farb a za drzwiami które otworzyłam płótna. Na sztaludze był niedokończony obraz pół nagiej kobiety. Po tym można stwierdzić że na pewno był malarzem.
- Jesteś nowa? - spytał z uśmiechem.
- Tak - odparłam starając się nie brzmieć nie śmiało.
- Niall - przedstawił się wyciągając do mnie rękę.
- Vanessa - podałam mu swoją.
- Skąd jesteś?
- Przeprowadziłam się tu z sierocińca.
- Aha. To twoja pierwsza praca? Spytał jakby chciał mnie bliżej poznać. I tak było.
- Tak, wreszcie sama na siebie zapracuje - oznajmiłam i się uśmiechnęłam dumna z siebie - ty chyba nie musisz?
- No tak - powiedział z uśmiechem.
- Ale chyba się zajmujesz malarstwem, z tego co widać - powiedziałam pokazując na jego płótna.
- Tak, ale ostatnio jakoś nie maluje.. - powiedział po czym zrzedła mu mina.
- Czemu ? - usiadł na łóżku patrząc się na obraz stojący przeciwko. Po czym usiadłam koło niego.
- No wiesz jak jest ktoś ci bliski i go tracisz - przeczesał ręką włosy - potem się wszystkiego odechciewa. To ona. Pokazał na niedokończony obraz - nawet nie zdążyłem dokończyć tego portretu. Żeby dać sobie z nią spokój musiał bym dokończyć obraz. Ale ona nie żyje a ja nie umiem bez niej tworzyć.
- Przykro mi - powiedziałam z smutną miną.
- Musisz coś z tym zrobić - wstałam i się na niego spojrzałam - teraz cierpisz.- spojrzał się na mnie.
- Ale ja nie potrafię
- Spróbuj,  ja muszę już iść - powiedziałam i otworzyłam drzwi.
- Okej. - wyszłam.
Na korytarzu koło drzwi stał Louis, hmmm co on tu robił?
- Jak długo powinno się podawać obiad? - spytał podchodząc do mnie.
- Przepraszam Louis, Niall chwile ze mną rozmawiał - odpowiedziałam.
- Pan Louis - podkreślił - a czy sprzątaczki powinny rozmawiać z tymi którym usługują? - powiedział wkładając ręce w kieszenie. Sprzątaczki? Pfff.. ja jeszcze do tego poziomu nie upadłam.
- Pokojówki - podkreśliłam w ten sam sposób jak on - tak, jeżeli są tego warci - powiedziałam wciąż zła za te jego "sprzątaczki". Yhh. Działa mi na nerwy.
- A ja nie jestem wart nawet rozmowy? - spytał pochylając głowę. Jego twarz wyrażała zawód. Hahahahah, dobre pytanie. 
- Sam nad tym pomyśl - powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów, jednak po chwili poczułam zaciśniętą rękę na moim ramieniu. No, mocniej to chyba już się nie dało chwycić.

3 komentarze: